Recenzja filmu „Jestem Bogiem”

Wczoraj późnym wieczorem naszła mnie ochota na obejrzenie filmu w kinie. Wiedziony radą mojej dobrej koleżanki – pięknej Alessandry, postanowiłem wybrać się na seans dzieła pt. „Jestem Bogiem”. Tytuł jak zwykle został pieczołowicie przetłumaczony przez naszych domorosłych specjalistów od języka angielskiego. Jak się ma „Jestem Bogiem” do „Limitless”, to chyba jednak tylko Bóg jeden wie, ale nie czepiajmy się – mamy zrecenzować film a nie jego tytuł.

Zanim jednak opisze swoje wrażenia, kilka słów o tym, o czym film jest. Akcja osadzona jest wokół motywu nowego narkotyku, po wzięciu którego gwałtownie zwiększają się możliwości ludzkiego mózgu. Jedną z takich tabletek, w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności dostaje pewien pisarz – nieudacznik. Dzięki jej działaniu, w ciągu kilku chwil staje się super inteligentny – w ciągu kilku chwil pisze kilka rozdziałów swojej książki i udaje mu się uwieść żonę swojego landlorda. Niestety tabletka po jakimś czasie przestaje działać. Zachęcony tym czym osiągnął w ciągu jednego dnia, wybiera się do swojego kolegi po więcej. Niestety zostaje wplątany w zabójstwo, a przy okazji zyskuje dość duży zapas narkotyku. To zdarzenie właściwie zawiązuje akcje i staje się przyczynkiem do dalszego rozwoju wydarzeń.

Pierwsze co rzuca się w oczy od samego początku, to ciekawy i powodujący zawroty głowy efekt przelatywania przez rzeczywistość. Powtarza się on kilka razy w ciągu filmu przy różnych okazjach i muszę przyznać, że jest to powiew świeżości w warstwie wizualnej, która ostatnio zatrzymała się na efektach specjalnych a’la Matrix.

Sama akcja filmu to klasyczna amerykańska opowieść w stylu „od pucybuta do milionera” gdzie obserwujemy szybki awans głównego bohatera. W końcu akcja się zatrzymuje, ponieważ znowuż klasycznie główny bohater wpada w tarapaty. Od czasu zatrzymania się akcji, tempo filmu ulega gwałtownemu spowolnieniu i niestety zaczyna się dłużyć. W końcu nadchodzi przez niektórych wyczekiwane zakończenie i… i niestety da się odczuć pewien niedosyt. Zakończenie psuje wszystko i jest totalnie sztuczne i w żaden sposób nie wpasowuje się w klimat filmu.

Podsumowując – film nie jest specjalnie dynamiczny, jest kilka szybszych scen i trochę suspensu. Motyw z narkotykiem, pozwalającym osiągnąć nadnaturalne zdolności jest archetypiczny i powtarza się już od czasów starożytnych (vel ambrozja i nektar etc). Jest też pewną aluzją do współczesnego świata, gdzie telewizja karmi nas reklamami cudownych środków, które mają uczynić nasze życie lepszym. Przypominając przy okazji, że zażywanie każdego nawet najbardziej cudownego środka może mieć swoje poważne konsekwencje (co niestety zostaje zepsute w finałowych scenach). Koniec końców, bawiłem się całkiem nieźle i mogę polecić film każdemu, kto ma ochotę miło spędzić wieczór przy dość ambitnym jak na amerykańskie produkcje filmie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s