Cienka linia między miłościa a obojętnością – post mortem związku

Tym razem trochę bardziej osobisty post, tyczący się moich ostatnich doświadczeń z rodzajem żeńskim. Piszę go w celach terapeutycznych, żeby wyrzucić te wszystkie myśli, które krążą mi teraz po głowie.

Historia jest wzięta trochę jak z filmu. Na Boże Narodzenie 2013 przyleciałem tradycyjnie na urlop do kraju. Siedząc pewnego dnia na kompie i gapiąc się w Facebooka, stwierdziłem, że zrobię coś kreatywnego i wejdę na pewien portal randkowy na którym miałem już konto. Ustawiłem miasto na Kraków i zacząłem przeglądać inwentarz. Napisałem do kilku kobiet, dostałem kilka odpowiedzi, w większości jednak przypadków rozmowa słabo się kleiła i widać było, że to nie jest to.

W końcu trafiłem na JEJ profil. Od razu wpadła mi w oko, napisałem, odpisała dowcipnie. Rozmawialiśmy przez dłuższy czas. Nie zaproponowałem od razu spotkania, w końcu były święta. Rozmawialiśmy dwa dni potem. Umówiliśmy się w Krakowie na rynku. Ona miała mi wysyłać wskazówki, ja miałem ją odnaleźć. Trochę ze mnie gapa była, ale jakoś się znaleźliśmy. Nie wiedziałem za bardzo jak zacząć, ona przywaliła jakimś mocnym egzystencjalnym tematem. Trochę mnie zatkało, nie wiedziałem co powiedzieć, ale zacząłem improwizować w swoim stylu. Spacerowaliśmy przez dwie godziny rozmawiając o różnych rzeczach. Odprowadziła mnie do samochodu. Wróciłem do rodziców.

Rozmawialiśmy potem jeszcze na tym portalu randkowym. Umówiłem się z nią w dzień wylotu. Byliśmy na kawie, znowu ciężki tematy. Byłem zachwycony – w końcu jakaś inteligentna dziewczyna. Pocałowałem ją na pożegnanie, aż poczułem dreszcze.

Pisaliśmy na FB przez kolejne dwa miesiące, w końcu zaprosiłem ją do siebie. Przyleciała. Zwiedzaliśmy zamki Szkocji, kochaliśmy się, było wspaniale.

Kolejny raz przyleciałem na Wielkanoc, znowu euforia, znowu wspólne chwile, byliśmy nierozłączni.

Na przełomie maja i czerwca mieliśmy lecieć do Mediolanu. Niestety nie wyszło – finanse. Stwierdziłem, że przylecę do Polski, chciałem z nią być. W międzyczasie, coś powoli zaczęło się psuć. Już nie pisała mi, że tęskni, zaczęła być bardziej chłodna.

Wyszła mnie powitać na lotnisko, była perfekcyjna – szpilki, makijaż, sukienka. Byłem wniebowzięty. Spędziliśmy kilka dni w Krakowie. Potem pojechaliśmy do Zakopanego wyszliśmy na któryś szczyt, ona zaczęła rozmowę o nas. Ja powiedziałem, że chce z nią być, ona, że woli dotychczasową formę znajomości – bardziej luźny związek. Byłem trochę zdziwiony, jej zachowanie nie pasowało do tego co mówi.

Odwiozłem ją do domu, następnego dnia pojechałem odwiedzić rodziców. Ona przez cały dzień była zajęta, rzadko odpisywała. Sobotę – mój ostatni pełny dzień w kraju mieliśmy spędzić razem, nie miała czasu. W nocy jechała do Olsztyna na casting. Pojechałem się z nią pożegnać, na odchodne dałem jej dwie fioletowe gumki do włosów (mój ulubiony kolor), żeby o mnie pamiętała. Ona dała mi kamyk z Zakopanego. Pocałowałem ją, wtedy nie wiedziałem, że będzie to nasz ostatni pocałunek.

Wróciłem do Szkocji, dalej rozmawialiśmy, była zimna. Któregoś dnia mi powiedziała, że nie wie czy chce to ciągnąć. Powiedziałem, że chce z nią być, ale, że to jej decyzja. Następnego dnia odpisała, że wszystko jest w porządku. Ja jednak czułem, że już to długo nie potrwa. Stwierdziłem, że dam jej czas. Nie pisałem, niech sama odpisze. Nie napisała. Tydzień później złożyłem jej życzenia urodzinowe. Napisała tylko, że dziękuje, porozmawialiśmy krótko. Kolejny tydzień bez kontaktu. W końcu wysłałem jej piosenkę na dobranoc, która nagrałem na ulicy. Powiedziała, żebym jej dał spokój, żebym sobie odpuścił. Zapytałem, czy chce zerwać wszelkie stosunki, potwierdziła. Podziękowałem jej za cudowne chwile i życzyłem wszystkiego najlepszego.

Paradoksalnie nie czuje się teraz źle, nie czuje nic. Myślę, że dobrze się stało. Gdyby dalej miało się to ciągnąć w tej formie, pewnie było by to bolesne. Teraz przynajmniej sytuacja jest jasna. Mam dość zajęć by nie myśleć o tym.

Całą sytuacja trochę mnie zaskoczyła, ciężko mi jest pojąć jak tak szybko można przejść przez pełną skalę temperatury uczuć – od wrzątku do lodu. Myślę sobie, że źle ją oceniłem. Mimo młodego wieku (21) wydawała się kobietą, tak naprawdę jest zagubioną dziewczynką, która nie wie czego w życiu chce.

W filmach takie historie zwykle dobrze się kończą – „… i żyli długo i szczęśliwie”. Pewnie w filmie, po moim kolejnym powrocie do kraju, ONA czekała by na mnie na lotnisku ze łzami w oczach. Nie musiałaby nawet przepraszać, pocałowalibyśmy się, a na ekran weszły by napisy końcowe.

Życie to nie film.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Cienka linia między miłościa a obojętnością – post mortem związku

  1. Myślę, że mogłeś nie wziąć pod uwagę jednej kwestii – tego że ona jest KOBIETĄ. Te specyficzne istoty nie rozumują tak jak my. Mogłoby się nawet wydawać, że nie rozumują w ogóle bo z męskiego punktu widzenia jest to absurdalne, ale tak jest i już. Miałeś dziewczyny więc pewnie zauważyłeś, że często działają wg pokręconego schematu:
    ona czegoś chce -> Ty nie umiesz czytać w myślach -> ona w końcu się złości i mówi o tym czego chciała -> Ty chcesz jej to dać -> ona mówi, że teraz już nie chce (ale w tym miejscu i tak musisz jej to dać, bo będzie tak w koło). Gdybyś zawalczył, to możliwe ze bylibyście dalej razem i byłoby znowu dobrze ( a za jakiś czas znowu powtórka z tego damskiego pajacowania). Ale to tylko możliwe, bo równie dobrze to rzeczywiście mogła nie być ta, mogła być po prostu słaba.

    • Oczywiście wziąłem to pod uwagę. Podstawa postępowania z kobietami jest taka, że nie należy robić tego czego one chcą. Należy robić to co ty chcesz. To ty jesteś przewodnikiem stada i wyznaczasz kierunek. Od czasu do czasu trzeba zrobić coś miłego, wtedy ona jest zachwycona. Jak się robi to za często, to ona czuje, że nie potrzebuje walczyć o ciebie. Jednym słowem – trzeba być chujem :). Oczywiście nie można też przeholować 🙂 Tutaj problem jest ten, że ja wiedziałem czego chce, a ona nie. Zresztą, jeżeli mam być szczery, to nie zamierzam się jakoś tym wszystkim przejmować, jest to już za mną. Jak to stwierdził mój kolega – to tylko kwestia ilości. Sprawdź 1000 kobiet a statystycznie któraś musi się dobrze trafić 🙂

      • Statystycznie, ja razem z moim psem mamy po 3 nogi 🙂 Uważam że film filmem, a inaczej byłoby jakby ona była tam gdzie Ty, i na codzień nie dzieliło Was tysiące km. wtedy pewnie byłoby inaczej, a tak…

  2. wydaje mi się ze czasami myślenie statystyczne i wszelkie matematyczne obliczenia w stosunku do kobiet padają. tutaj przydało by się coś więcej niż nauka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s