Człowiek jako Obcy – recenzja filmu Dystrykt 9

Obejrzałam wczoraj film z gat.sf „Dystrykt 9”.Jest to film przykry i smutny,ale bardzo zgodny z moim wyobrażeniem ludzi jako gatunku.Wbrew kategorii -science fiction,nie jest to żadna kosmiczna, przygodowa strzelanina,tylko bardzo poważny film o alienacji człowieka. Sztafaż s-f służy tylko uatrakcyjnieniu formy przekazu.

Aby streścić,rzecz dzieje się współcześnie w RPA,gdzie od 20 lat żyją kosmici – na skutek awarii statku nie mogą powrócić na swoją planetę.Główny bohater -przeciętny pracownik korporacji administrującej osiedlem obcych,na skutek zbiegu okoliczności zaczyna przekształcać się fizycznie w „krewetkę”(nazwa nadana obcym).Wskutek tego , ze swego uporządkowanego świata zostaje nagle przeniesiony do getta kosmitów,tak jak oni pogardliwie traktowany i odrzucony.Próbuje z tym walczyć, wierząc początkowo w skuteczność systemu społecznego ludzi,ale nie znajduje ratunku w instytucjach.Następnie przechodzi etap buntu a w końcu przystosowuje się do okoliczności a nawet solidaryzuje się z istotami,do których nie tak dawno czuł pogardę i obrzydzenie.

Obserwujemy,ze przemiana bohatera następuje w dwóch planach:fizycznym i mentalnym:im bardziej fizycznie jest podobny do krewetki tym bardziej mentalnie jest człowiekiem.Metafora wyobcowania ludzi odrzuconych często nie z własnej winy do gett biedoty i beznadziei jest wyraźnie widoczna .Scenografia slumsów tylko dopełnia wrażenia.

By Ewa Soczyńska (aka. Mama)

Reklamy

Recenzja filmów Super8 i Harry Potter Insygnia Śmierci cz.2

Kino familijne.Taka kategorię należy nadać dwóm filmom,które ostatnio weszły na polskie ekrany-„Super8″ oraz”Harry Potter insygnia śmierci cz.2”. Warto je omówić razem, ponieważ są do siebie bardzo podobne – łączy je osoba głównego bohatera. Bohatera nastoletniego, dotkniętego traumą z powodu utraty rodzica(-ów), wyalienowanego, odnajdującego się w grupie przyjaciół ogarniętych wspólna pasją. Są to filmy o dojrzewaniu, o konfrontacji hermetycznej krainy dzieciństwa(izolowany internat i środowisko małego miasteczka gdzie wszyscy się znają i są spokrewnieni) ze światem zewnętrznym, światem dorosłych.

Przejście do świata dorosłych jest nieuniknione i bolesne, prowadzi przez niemożność porozumienia, brak tolerancji dla inności i nieumiejętność okazywania uczuć. Oba filmy prowadza do takich samych wniosków – trzeba rozmawiać ze sobą, że łatwiej porozumieć się z kimś obcym niż z rodziną, że trzeba myśleć pozytywnie i że nic nie jest takie jak się nam na początku zdaje.

Tę natrętna dydaktykę znamy, mimo to oba filmy dobrze się ogląda. Efekty specjalne z racji czarodziejskiego sztafażu są w Harrym Potterze bardziej rozbudowane, ale „Super 8” też niczego nie brakuje; ten film ma pewna świeżość i jak podkreślają widzowie – doskonałą atmosferę! „Super 8” ma też lepszych młodych aktorów, zwłaszcza Emma Fanning jest doskonała. Na szczególną uwagę zasługuje końcówka „Super” – zmontowany film amatorski od którego wszystko się zaczęło. Natomiast kończąca Harrego Pottera scena „19 lat później” jest trochę śmieszna – bohaterowie nic a nic się nie zmienili przez cały ten czas.

Oba filmy polecam – trochę śmieszne, trochę straszne, ogólnie miły wieczorny relaks w klimatyzowanym kinie.

By Ewa Soczyńska (aka. mama 😉 )

Recenzja filmu „Thor”

Relaksując się pewnego razu przed telewizorem, starym męskim zwyczajem przeskakiwałem po kanałach. W którymś momencie trafiłem na jakąś kreskówkę i jako, że jestem fanem filmów animowanych zatrzymałem się na tym kanale. Kreskówką tą była „Potęga i Moc” znana też pod nazwą „Avengers” (Mściciele). Jest to komiks Marvela przeniesiony do animowanego świata. Opowiada on o drużynie superbohaterów, którzy ratują świat przed różnymi szwarcharakterami. Zainteresowany oglądałem odcinek na który trafiłem aż do końca. Od tamtego czasu jeszcze kilka razy zdarzyło mi się trafić na ową kreskówkę i zawsze oglądałem ją z przyjemnością. Bohaterem, który zwrócił moją największą uwagę był właśnie Thor – nordycki bóg burzy i piorunów. Zwrócił moją uwagę, ponieważ był inny od całej reszty herosów, jego siła nie polegała na technologii ani na żadnych mutacjach, moc miał po prostu w sobie. Poza tym, miał swój charakterystyczny „oldschoolowy” styl. Czytaj dalej

Kulinaria – papryczek 5

Po niedzielnym, dość męczącym meczu przyszła pora na obiad. Wrodzone lenistwo i ogólna obolałość nie pozwoliła mi jednak na stworzenie sobie obiadu własnoręcznie. Zacząłem się zastanawiać więc, skąd też zamówić jedzenie. Początkowo opcje były dwie – chińczyk i pizza. Już zacząłem się powoli skłaniać w stronę chińczyka, gdy przypomniałem sobie, że kiedyś, moja dobra koleżanka – wrażliwa Ewa polecała mi restaurację „Papryczek 5” znajdującą się na ulicy mikołajskiej. Nie wiele się zastanawiając stwierdziłem, że warto spróbować.

Bez trudu znalazłem ów lokal i muszę przyznać, że jest to miejsce w miarę klimatyczne i ciekawie urządzone. Na ścianach wiszą dziwne/śmieszne obrazy. Meble zrobione są z drewna, którego kolor imituje zmęczenie słońcem – ogólnie taki pseudosycylijski klimat.

Po kilku chwilach oczekiwania dostałem kartę od bardzo miłej Pani kelnerki. Mój wybór padł na pizzę z szynką parmeńską (23 zł bodajże). Zamówiłem również tradycyjny wyciskany sok grapefruitowy. Muszę przyznać, że pizza była absolutnie pyszna – ciasto delikatne, składniki może niezbyt różnorodne ale w odpowiedniej ilości, wszystko świetnie się komponowało. Jedynym minusem tej pizzy był jej rozmiar (na oko około 32 – 35 cm średnicy). Lekko nienasycony poprosiłem o sałatkę z grillowanym kurczakiem, która również mnie nie zawiodła. Składniki co prawda takie same jak w McDonalds (akurat nie jest to minus) plus kilka plasterków soczystego bekonu. Sałatka była całościowo bardzo smaczna a kurczak rozpływał się w ustach.

Z czystym sumieniem mogę polecić tą restauracje każdemu, kto lubi dobrą pizzę a znajduje się w okolicy rynku. Nie jest to może miejsce na romantyczne kolacje, ale powinno zadowolić każdego 🙂

Recenzja filmu „Jestem Bogiem”

Wczoraj późnym wieczorem naszła mnie ochota na obejrzenie filmu w kinie. Wiedziony radą mojej dobrej koleżanki – pięknej Alessandry, postanowiłem wybrać się na seans dzieła pt. „Jestem Bogiem”. Tytuł jak zwykle został pieczołowicie przetłumaczony przez naszych domorosłych specjalistów od języka angielskiego. Jak się ma „Jestem Bogiem” do „Limitless”, to chyba jednak tylko Bóg jeden wie, ale nie czepiajmy się – mamy zrecenzować film a nie jego tytuł.

Zanim jednak opisze swoje wrażenia, kilka słów o tym, o czym film jest. Akcja osadzona jest wokół motywu nowego narkotyku, po wzięciu którego gwałtownie zwiększają się możliwości ludzkiego mózgu. Jedną z takich tabletek, w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności dostaje pewien pisarz – nieudacznik. Dzięki jej działaniu, w ciągu kilku chwil staje się super inteligentny – w ciągu kilku chwil pisze kilka rozdziałów swojej książki i udaje mu się uwieść żonę swojego landlorda. Niestety tabletka po jakimś czasie przestaje działać. Zachęcony tym czym osiągnął w ciągu jednego dnia, wybiera się do swojego kolegi po więcej. Niestety zostaje wplątany w zabójstwo, a przy okazji zyskuje dość duży zapas narkotyku. To zdarzenie właściwie zawiązuje akcje i staje się przyczynkiem do dalszego rozwoju wydarzeń.

Pierwsze co rzuca się w oczy od samego początku, to ciekawy i powodujący zawroty głowy efekt przelatywania przez rzeczywistość. Powtarza się on kilka razy w ciągu filmu przy różnych okazjach i muszę przyznać, że jest to powiew świeżości w warstwie wizualnej, która ostatnio zatrzymała się na efektach specjalnych a’la Matrix.

Sama akcja filmu to klasyczna amerykańska opowieść w stylu „od pucybuta do milionera” gdzie obserwujemy szybki awans głównego bohatera. W końcu akcja się zatrzymuje, ponieważ znowuż klasycznie główny bohater wpada w tarapaty. Od czasu zatrzymania się akcji, tempo filmu ulega gwałtownemu spowolnieniu i niestety zaczyna się dłużyć. W końcu nadchodzi przez niektórych wyczekiwane zakończenie i… i niestety da się odczuć pewien niedosyt. Zakończenie psuje wszystko i jest totalnie sztuczne i w żaden sposób nie wpasowuje się w klimat filmu.

Podsumowując – film nie jest specjalnie dynamiczny, jest kilka szybszych scen i trochę suspensu. Motyw z narkotykiem, pozwalającym osiągnąć nadnaturalne zdolności jest archetypiczny i powtarza się już od czasów starożytnych (vel ambrozja i nektar etc). Jest też pewną aluzją do współczesnego świata, gdzie telewizja karmi nas reklamami cudownych środków, które mają uczynić nasze życie lepszym. Przypominając przy okazji, że zażywanie każdego nawet najbardziej cudownego środka może mieć swoje poważne konsekwencje (co niestety zostaje zepsute w finałowych scenach). Koniec końców, bawiłem się całkiem nieźle i mogę polecić film każdemu, kto ma ochotę miło spędzić wieczór przy dość ambitnym jak na amerykańskie produkcje filmie 😉

Obserwacje: katastrofa smoleńska

Weekend w telewizji upłynął pod znakiem niesławnej katastrofy prezydenckiego samolotu. Gdyby, ktoś z zagranicy oglądał naszą telewizję ( w co mocno wątpię) pewnie stwierdził by, że cały kraj żyje wydarzeniami sprzed roku. Ludzie modlą się w kościołach, odbywają się oficjalne uroczystości a zwykły lud spontanicznie odbywa patriotyczne pochody. Wszystko było by tak pięknie gdyby nie jeden mały szczegół – to wszystko dzieje się w telewizji.

Czytaj dalej

Czym jest, dlaczego i po co ?

Witam na moim nowym blogu „All things WS”. Ci z Was, którzy to czytają pewnie zastanawiają się po co zakładam kolejny blog ? Otóż sprawa jest bardzo prosta i trywialna. Blog „Propaganda Kapitana Pazura” jest blogiem specjalistycznym i ukierunkowanym na konkretnego odbiorcę, na osobę zainteresowaną programowaniem i innymi technikaliami. Brakowało mi natomiast miejsca na bardziej ogólne i prywatne wynurzenia na temat różnych bieżących spraw.

Wspomniany wcześniej blog nie jest na to dobrym miejscem, ponieważ prezentuje tam swoją osobę od strony „zawodowo – profesjonalnej”, nie chciałbym natomiast i nie każdy chce też czytać jaką mam opinie na tematy polityczne czy też inne tego typu. Staram się rozdzielać życie prywatne od życia zawodowego i stąd ta decyzja. Jako, że będę mógł tutaj pisać co mi synapsy na rękę przyniosą, zamierzam robić to często i intensywnie. Zamierzam również przenieść wszelkie nietechniczne wpisy na ten blog – recenzję Kebabów itp rzeczy. Wiem, że ucierpi na tym mój page rank (dużo osób wchodziło na hasło Kebab kraków) jednak czasami trzeba podjąć trudne decyzję.

Ostatnim powodem dla którego postanowiłem uruchomić ten blog to aspekt terapeutyczny jaki daje mi pisanie. Dzięki temu, że przelewam swoje myśli na „papier” mogę wyrzucić pewne rzeczy z siebie i czuje się lepiej, lżej. Polecam ten sposób relaksowania się każdemu.

Mam nadzieje, że spodobają się Wam moje wymysły, a jeżeli nie, to przynajmniej liczę na konstruktywną krytykę.

Pozdrawiam i zachęcam do odwiedzania 😉