Między 3D a D czyli o filmie „Bitwa warszawska 1920”.

Poniżej kolejna gościnna recenzja w wykonaniu mojej mamy:

Nie miałam tego filmu w planie,choć jako snobka powinnam obejrzeć film o którym się mówi.Ale ja nie lubię tego bogoojczyżnianego zadęcia i gdyby nie to,że dostałam wejsciówkę,to do kina bym nie poszła.

Nie byla tak całkiem żle,ale  dobrze tez nie. Reżyser Hoffman od lat opowiada nam tę sama historię – na motywach Sienkiewicza: my dobrzy zaatakowani przez siły zła, stajemy się w końcu Mesjaszem Europy; tym razem zli to Rosjanie z Leninem,Stalinem i Trockim a my na czele z Piłsudskim, w tle – romans. Akcja wartko sie toczy w hollywodzkim stylu, zdjęcia w 3D odciagają uwagę od mielizn scenariusza. Natasza Urbańska ,bardzo ładna zresztą i Borys Szyc są zupełnie w 2D czyli  mało co grają a raczej tylko są . Najlepsza rola to mefistofeliczny czekista Bykowski, grany przez mojego ulubionego aktora Adama Ferencego.

Żadnego motywu muzycznego nie spamiętałam czyli hitu nie ma! (1D).

Na koniec refleksja: dobrze ,ze tego filmu nie pokali w dzień ostatnich wyborów w telewizji-wynik wyborczy PiS byłby znacznie lepszy z uwagi na ducha tego dzieła.

Reklamy